Paryż
Kwestia modelingu
Wakacyjne miesiące nie są najlepszym czasem na „modelingowy” pobyt w Paryżu.
Duża konkurencja (przecież wszystkie dziewczyny, które z powodu szkoły nie pracują na full-time przyjeżdżają właśnie w wakacje), niewiele castingów (za wyjątkiem czasu trwania pokazów haute couture), a co za tym idzie – niespecjalnie dużo pracy (nie wspominając już o sierpniu, kiedy wszyscy mają tu wolne).
Ale jest też sporo plusów – ładna pogoda, międzynarodowe towarzystwo i dużo czasu na odkrywanie miasta.
W moim apartamencie w czasie największego tłoku mieszkało 8 dziewczyn. Jedne odjeżdżały, inne przyjeżdżały i w rezultacie była tu Amerykanka, dwie Rosjanki, Estonka, Szwedka, Holenderka, Słowaczka, Niemka i Chinka. Wieczorami prawie wszystkie rozmawiały z rodziną czy znajomymi na Skype w swoim języku, co dawało dość zabawny efekt…
No i oczywiście jak zawsze nikt nie chciał mi wierzyć, że Ola to to samo co Aleksandra…
my i Paris by night
A tak nawiasem mówiąc dziewczynom z mojego apartamentu sezon się udał:
od lewej – Liu Wien (Dior), Kathleen Aas (Givenchy), Liz Inger (Valentino), Gwen Loos (Lacroix), Hanna Rudolph (Chanel)
Na mnie pora za rok
Odkrywanie miasta
Jeśli chodzi o sam Paryż, to po zaliczeniu punktów obowiązkowych, jak np. wieża Eiffla (w tym przypadku przeżyłam tzw. syndrom japońskiego turysty – przerost wyobrażeń ukształtowanych na podstawie filmów, książek i opowieści i związane z tym bolesne rozczarowanie po konfrontacji wyobrażeń z szarą rzeczywistością), najlepszym sposobem na poznanie miasta jest spacer po Montmartre (dzielnica artystów ze słynnym Moulin Rouge) czy Quartier Latin (dzielnica studencka z księgarniami, kafejkami, kinami i klubami jazzowymi, niedaleko Ogrody Luksemburskiego) z przerwą na lunch w którejś z restauracji (koło 13 wszyscy francuzi, choćby się waliło i paliło, rzucają wszystko i idą na lunch), by poczuć klimat tworzony przez wąskie uliczki i rozlokowanych na nich artystów, który tak zachwyca w Paryżu.
No i nie zapominajmy skosztować croissantów czy pains au chocolat (coś jak croissanty, ale o innym kształcie i z czekoladą w środku), które niegdzie nie smakują tak jak te prosto wyjęte z pieca w Paryżu (polecam, także jeśli chodzi o bagietki, piekarnię St Paul), o serach, winach i ślimakach (których , sama, przyznaję się bez bicia miałam odwagi spróbować) nie wspominając.
Jako prezent dla znajomych warto kupić macarones – małe, okrągłe ciasteczka o różnych smakach, francuski przysmak. Najlepsze, ale i najdroższe można znaleźć w Laduree.
Dla osób niedbających specjalnie o linię gratką będą crepes, czyli ciasto naleśnikowe z różnorodnym nadzieniem, sprzedawane zarówno z małych budkach pod wieżą Eiffla za 3 euro, jak i w wersji ekskluzywnej w restauracjach., a także tarte tatin – placek z jabłkami – paryska specjalność.
Dobrym pomysłem, który staje się coraz bardziej popularny wśród turystów i mieszkańców miasta jest wynajęcie roweru. Wystarczy udać się do jednej z rozlokowanych co ok.300m, samoobsługowych stacji Velib i za pomocą karty kredytowej wnieść opłatę za podróż (1 Euro za 1 dzień, limit przejazdów nie ograniczony, jednak jeden przejazd nie może trwać dłużej niż 30 minut, w przeciwnym razie trzeba dodatkowo zapłacić) wraz z kaucją Dla spragnionych kultury – w każdą środę wydawany jest informator kulturalny „Pariscope”, który można nabyć za jedyne 0,40 euro. Niestety – po francusku. Jest w czym wybierać, w Paryżu ilość teatrów, kin i sali koncertowych jest ogromna, jak na stolice kultury przystało. Ale również muzea to nie tylko słynny Luwr czy Muzeum d’Orsay. Każdy znajdzie cos dla siebie - kto nie skusi się na Muzeum Picassa czy Carnavalet (o historii Paryża), temu może przypadnie do gustu Muzeum mody i kostiumów, wina, erotyki, sztuki afrykańskiej i oceanii czy magii. Jeśli chodzi o życie nocne, to też nie ma na co narzekać, aczkolwiek moim zdaniem najfajniejsze były imprezy agencyjne. Myślę, że warto też przepłynąć się w nocy łodzią po Sekwanie i zobaczyć miasto z tej bardziej romantycznej strony, ale sama jeszcze nie miałam okazji…
Udało mi się za to załapać na pokaz fajerwerków odpalanych z wieży Eiffla z okazji 14 lipca (zdobycie Bastylii) i na „La Fete da la Musique” – Święto Muzyki odbywające się 21 czerwca, podczas którego wszystkie ulice Paryża rozbrzmiewały wszelkiego rodzaju muzyką – od klasycznej po rap.
A w chwili wolnego czasu polecam odpoczynek w jednym z parków czy ogrodów, gdzie można nie tylko pospacerować, ale i pograć w tenisa czy karty, wypożyczyć zdalnie sterowaną łódkę.
Polskie akcenty
Przy bulwarze Saint-Germain, a więc niedaleko naszego apartamentu, znajduje się polska księgarnia, gdzie można usłyszeć „Dzień dobry”! I nie tylko tam! Trzech fotografów, z którymi się zetknęłam mówiło trochę po polsku. Dlaczego? Bo ich byłe lub obecne dziewczyny to Polki! Dla stęsknionych za polskimi klimatami mogę dodać, że wyspa St-Louis jest ulubionym miejscem Polonii paryskiej – znajduje się tu Biblioteka Polska i Muzeum Mickiewicza, a także Hotel Lambert, niegdyś miejsce spotkań Wielkiej Emigracji. Natomiast pobliska wyspa de la Cite jest jedynym miejscem, gdzie pośród opisów atrakcji turystycznych w różnych językach można znaleźć też opis po polsku… Zdarzyło mi się także płacąc w sklepie w tych okolicach zostać zagadniętą przez sprzedawczynię, która po karcie płatniczej rozpoznała, że jestem jej rodaczką. I na koniec – słyszałam, że pod tym adresem - 263 bis Saint Honore, można znaleźć restaurację polską. Jak ktoś ma już dość wina, sera i ślimaków – można się wybrać na pierogi.
Upss…
Co mnie zaskoczyło w Paryżu?
Przede wszystkim to, że wszystkie sklepy, łącznie z supermarketami są zamknięte w niedzielę (oczywiście dowiedziałam się o tym w niedzielę rano, kiedy chciałam wypełnić moją pusta lodówkę).
A także wyprzedaże wakacyjne, które zaczynają się we wszystkich sklepach jednocześnie i sprawiają (co jest widoczne najlepiej w Galerii La Fayette czy Printempsie), że w paryżankach budzi się instynkt łowcy i jeśli stoimy im na drodze do upatrzonej, PRZECENIONEJ sukienki czy bluzki, liczymy się z tym, że możemy zostać staranowani.
Do autobusu natomiast trzeba wsiadać z przodu, przy kierowcy, a wysiadać na środku lub z tyłu. A ja zastanawiałam się czemu ludzie się na mnie dziwnie patrzą jak wsiadam z tyłu… (później uświadomiono mnie, że tak jest w większości krajów, zatem nie jest to żadna nowość). A także to, że w połowie lipca tereny nad Sekwaną zamieniają się w plażę.
Większość atrakcji turystycznych jest bezpłatna poniżej 18 roku życia, a Wersal, który naprawdę serdecznie polecam, choć sam pałac zwiedza się w strasznym ścisku i jest to wycieczka dla zaawansowanych, związana z zmienianiem metra na metro-podobne linie RER (a automat biletowy na stacji oczywiście nie przyjmuje banknotów, trzeba mieć MONETY, więc dalej szukać sklepu, żeby rozmienić pieniądze, ale to nie koniec utrudnień, sprzedawca oczywiście nie chce ich rozmienić, bo wie, że tak tego nie zrobi, to musisz coś u niego kupić, żeby mieć drobne, bo - jakżeby inaczej – jest niedziela i tylko jego sklep jest otwarty!) jest bezpłatny do 26 roku życia po okazaniu dokumentu potwierdzającego obywatelstwo kraju należącego do UE. Ale uwaga, uwaga! Atrakcje turystyczne należące do sieci „Centre des monuments nationaux” czyli m.in. Łuk Triumfalny, Panteon czy Sainte-Chapelle NIE wpuszczają bez opieki osób poniżej 18 roku życia. Na moje pytanie, co mam w takim razie mam zrobić, skoro chwilowo nie dysponuję ani „teacher” ani „parents”, bardzo miła pani (kiedy już przestała udawać, że nie mówi po angielsku, co zdaje się być ulubioną rozrywką paryżan) odpowiada „No cóż, nie wejdziesz…” Spokojnie, Polak potrafi, trzeba sobie radzić w życiu, w związku z czym raz rodzicami byli wyłowieni na ulicy Niemcy, raz Szwedzi, raz nawet w akcie desperacji dorwałam Irańczyków, ale co chciałam zobaczyć – zobaczyłam.
Aha i tak na przyszłość – gdy Francuz mówi „alf” ma na myśli nie kosmitę z amerykańskiego serialu telewizyjnego, a „pół”, czyli „half”. Natomiast „angry” niekoniecznie oznacza, że osoba, z która rozmawiamy jest zła tylko po prostu głodna. Uświadomienie sobie tego oszczędzi nam wielu nieporozumień.
Ola Strączek
Komentarze (6)


